2 tygodnie po przyjeździe...
Myślałam, że z Leośkiem będzie tylko łatwo. Poprostu, że będziemy rozumieć naszą niesamowitą miłość i nigdy nie będziemy się kłócić. Jednak doszło do tego. Pokóciliśmy się. Dla mnie było to okropne. Czułam, jak me serce płacze. Jednak się pogodziliśmy, z czego cieszę się niezmiernie.
Kocham z nim być, jest dla mnie .. WSZYSTKIM. Dobrem, złem, przyjacielem, kochankiem, mężem.. Haha, przesadziłam.
- Violcia. - usłyszałam jego słodki głos.
Uwielbiałam kiedy tak do mnie mówił.
- Co, skarbie ? - spytałam.
- Chciałem Ci tylko przypomnieć, jak bardzo cię kocham. - puścił mi oczko.
- To przypomnij. - połączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Na pewno chcesz ? - zachichotał.
- Spadaj. - przytuliłam go.
Droczenie się z nim także sprawiało mi przyjemność.
~
Wieczorem wyszliśmy do małej, eleganckiej restauracji.
- Jesteś mój. - przypomniałam mu.
- Nie. - zaśmiał się.
Udałam naburmuszoną.
Usiedliśmy do stołu. Leonek oczywiście wysunął mi krzesło na którym usiadłam.
Zamówiliśmy danie dnia, oczywiście z winem.
- Wiesz Violu, ostatnio myślę nad moją przyszłością i chciałbym żebyś tam była..Dlatego. - wskazał na scenę.
- Zaśpiewasz dla mnie ? - spytałam, czerwieniejąc.
- Dokładnie. - musnął mój policzek.
Weszedł na scenę i zadedykował mi piosenkę.
Jaki on jest kochany !
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar iee eé
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.
Po chwili weszłam na scenę. Tańczyliśmy, a na koniec na moich ustach poczułam jego usta.
- Jesteś najlepszym chłopakiem na świecie. - wyszeptałam.
- To jeszcze nie koniec, mogę być jeszcze lepszy. - odpowiedział.
- Nie, Leon. Jesteś idealny i koniec. Nie musisz mi tego niczym udowadniać, bo ja o tym wiem.
Znów mnie pocałował. Kocham go , tak cholernie go kocham.
~
Wróćiliśmy do domu. Verdas zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju na górze.
Była tam wanna, a w niej płatki róż.
- Jesteś głupi ! - śmiałam się.
- I śmiertelnie zakochany. - wyszeptał mi do ucha i zaczął całować po szyji.
Świeczki świeciły, różę pachniały.
- Leon ? Czy ty to robisz dlatego, bo nie wierzysz, że cię kocham ? - spytałam z wyrzutem.
- Chcę żebyś kochała mnie bardziej. - odchylił głowę.
- Leon ! Przecież cię kocham najmocniej..Jak ty możesz wogóle myśleć, że tak nie jest ? - spytałam z wyrzutem.
- Violetta, ja ci wierzę, ale.. Tak za tobą tęskniłem i chce być jak najbliżej ciebie.
- Nigdy nie będziesz daleko. - odpowiedziałam.
Przytulił mnie.
Czułam się bezpieczna w jego ramionach.
~
Jestem bardzo zmęczona i poszłam spać do naszej sypialni.
Szatyn po chwili także do mnie dołączył.
To był naprawdę wspaniały dzień.
~
Dzięki za przeczytanie, dzięki za skomentowanie tamtego rozdziału to dla mnie wiele znaczy. Na blogi, na które mnie zapraszacie wejdę.
NEXT - 5 KOM.
ps : Przepraszam, że krótko. :(